Łatwo to przeoczyć: gość, który nie potrafi pewnie odczytać waszego menu, nie zadaje więcej pytań - po prostu zamawia mniej. Może przystawkę i napój zamiast pełnego posiłku, albo to jedno danie, które rozpoznaje, zamiast tego, z którego wasza kuchnia jest naprawdę dumna.
Problem "bezpiecznego wyboru"
Gdy goście nie są pewni, co zawiera dane danie, kierują się ku temu, co brzmi znajomo - a to rzadko bywa wasze najciekawsze lub najbardziej dochodowe danie. Przetłumaczenie całego menu, łącznie z opisami, a nie tylko nazwami dań, usuwa to wahanie.
Opisy robią więcej niż same nazwy
Sama nazwa dania rzadko sprzedaje danie - "Pljeskavica" mówi lokalnemu gościowi wszystko, a odwiedzającemu nic. Krótki, przetłumaczony opis ("grillowany kotlet z mielonego mięsa, podawany z kajmakiem i plackiem chlebowym") wykonuje pracę sprzedażową, którą inaczej musiałby wykonywać kelner przy każdym stoliku z osobna.
Szanuje też czas gościa
Goście, którzy muszą sfotografować menu i przepuścić je przez aplikację tłumaczącą w telefonie, są rozproszeni, wolniej podejmują decyzje i częściej zamawiają po prostu pierwszą rzecz, którą rozumieją. Menu, które już mówi w ich języku, utrzymuje cały stolik skupiony na zamawianiu, a nie na Tłumaczu Google.
Od czego zacząć
Nie musicie dodawać wszystkich języków naraz. Zacznijcie od jednego lub dwóch języków, którymi mówi najwięcej waszych rzeczywistych gości - restauracja w miejscu turystycznym mogłaby najpierw dodać angielski i niemiecki, podczas gdy lokal nastawiony na dostawy w mieszanej dzielnicy priorytetowo potraktowałby języki samej dzielnicy. Chodzi nie o to, by objąć każdy język świata, lecz o to, by gość przed wami nie musiał zgadywać.